23 kwietnia 2017, niedziela 

Maj mówił mi i uprzedzał, odpuść sobie ten bieg, po co ci to. Dopóki ńie będziesz miała diagnozy, pohamuj sie. Zdecydowałam sie przekazać pakiet startowy Dawidowi. Ale w piątek , czyli dwa dni przed biegiem okazało sie, ze jest jeszcze jeden wolńy pakiet, bo ktoś zachorował i wtedy wymyśliłam sobie, wtedy wpadłam na ten ńiedorzeczńie głupi pomysł, ze pobiegnę razem z Dawidem – matka z synem. Nagle zapomniałam o wszystkich ostrzeżeniach i ublagalam Maja, zeby mnie nie zatrzymywal, wręcz to był szantaż emocjonalny. Wreszcie zgodził sie na trucht i postawił warunek zejścia z trasy zaraz po tym jakby mnie coś zaczęło bolec. Bylam szczęśliwa i zupelnie odebrało mi rozum.

Rano zadzwonił do mnie Dawid, ze jednak nie pobiegnie, bo zle sie czuje. To był znak żebym i ja nie biegła, ale nie odczytałam go. Byłam jak zaprogramowana maszyna ….  i pobiegłam.

Stalo sie. Zgodnie z Majowymi przewidzeniami na 6 km zepsułam kompletnie nogę , w stawie podskokowym. Do tego nie zeszłam, a wciąż szlam czy lekko truchtałam do mety…..dlaczego?…….nie pytaj…. nie wiem….

Byłam u ortopedy. Ten po obejrzeniu Rtg uznał ze ma stan zapalny stawu podskokowego. Dam tabletki i już. Następnego dnia mam umówiona wizytę u Szczepana Figata znanego fizjoterapeuty z kolanami. Z jego opinii wynika, że wszystkie ostatnie moje dolegliwości : kolan, piszczeli i ostatnio stawu podskokowego to dolegliwości wynikające z powiezi. I wziął sie za mnie. Odnalazł najbardziej bolące 5 punktów w prawej nodze, a potem sie na mnie wyzywał, czyli uciskał te miejsca tak mocno, ze wyłam z bólu. Ale ból rzeczywiście po kilkudziesieciu sekundach (do kilku minut) ustępował…. Nie wiem jakim cudem, ale nagle ból zanikał. Uwierzyłam ze to dobry kieruneK i pozwoliłam uciskać moj bolący staw skokowy. Wyobraź sobie ogromnego siniaka i czyjs paluch grzebiący w jego epicentrum. Tak właśnie sie czułam. Myślałam, ze stracę przytomnosc. Po chwili miałam wstać i pójść bez kulania…..Nie udało sie. Ale wierze, ze noga teraz odbudowuje sie, kwas hialuronowy na nią podziała a ja będę mogła w sobotę pojechać na upragniony wyjazd do Hiszpanii na rower….